Rafał Piechota aktor i artysta kabaretowy związany z Kabaretem Afera.
Do Pana Rafała trafiliśmy poprzez piosenkę „Porcelanowa bossa nova”, która opowiada o Chodzieży przywołując wiele ceramicznych historii i wspomnień. Pan Rafał do szlagieru napisał słowa, muzykę skomponował Jerzy Filar a sam przebój miał swoją premierę w “Cukierni Pod Dobrym Humorem”, audycji nadawanej na antenie Radia Poznań. Podczas naszej rozmowy okazało się, że tekst piosenki w dużej mierze dotyczy osobistych wspomnień naszego rozmówcy z czasów, kiedy dorastał w Chodzieży. Co więcej naszego gościa z fabryką łączą jeszcze inne, szczególne relacje – posłuchajcie!

 POSŁUCHAJ!

 

PRZECZYTAJ!

Rafał Piechota: Nazywam się Rafał Piechota i jestem autorem piosenki Porcelanowa bossa nova. Napisałem tekst tej piosenki.

Monika Petryczko: Właśnie bossa nova nas sprowadza do Pana. To jest bossa nova chodzieska?

Bardzo chodzieska, bo opowiada w dużej mierze o Chodzieży. Porcelana jest takim trochę pretekstem… ale o Chodzieży, o mieście, które kiedyś było stolicą polskiej porcelany. I wtedy produkowano piękne rzeczy w Chodzieży. I ponieważ jestem stamtąd, bo Chodzież to jest moje rodzinne miasto, to postanowiłem napisać taką piosenkę w ramach cyklu, który powstaje na potrzeby audycji radiowej noszącej tytuł Cukiernia pod dobrym humorem. Wymyśliłem taki cykl piosenek w tonacji poznańskiej, w większości o Poznania, ale nie tylko… O okolicy, również o Wielkopolsce… i w ramach tego cyklu uznałem, że wypada napisać piosenkę o swoim rodzinnym mieście albo jakoś nawiązującą do niego. I tak najpierw powstał rym: porcelanowa bossa nova… Taki szlagwort mi się urodził w główce. Jakiś dobry aniołek mi go przyniósł i pomyślałem sobie, że to niezły szlagwort do piosenki o moim rodzinnym mieście. I ten szlagwort udało się potem rozwinąć w kilka jeszcze rymów. I tak powstał tekst o porcelanowej bossa novie.

Czyli pierwszy wers: W moim miasteczku… w zasadzie dotyczy Pana?

Tak, oczywiście. Urodziłem się w Chodzieży, wychowałem się w Chodzieży, maturę zdałem w Chodzieży. To napisałem od siebie.

(fragment piosenki Porcelanowa bossa nova)

W moim miasteczku panna Iwona

miała talerze z różyczkami.

I żyła sobie we wszystkich domach

Między smukłymi wazonami.

 

Czy w pana chodzieskim domu faktycznie gościła na stole Iwona?

Oczywiście. Ja myślę, że nie było w Chodzieży… aż nawet trudno sobie wyobrazić, żeby w Chodzieży był jakiś dom, w którym nie było Iwony. To mało prawdopodobne, niewykluczone, aczkolwiek mało prawdopodobne. W moim rodzinnym domu, moich rodziców oczywiście była Iwona… była kawowa, była jakaś obiadowa… Iwona musiała być, nie mogło być inaczej.

Czy ten porcelanowy obraz fabryki stanowił o Chodzieży?

Pierwsze skojarzenia, kiedy wymieniałem gdzieś przy różnych okolicznościach nazwy miasta, z którego pochodzę, to zawsze była porcelana i u starszych, i nie tylko u starszych osób. Chodzież kojarzyła się z porcelaną. Od zawsze. Jak ja sięgam pamięcią, to był to logotyp miasta po prostu, więc jeśli Chodzież to porcelana, jeśli porcelana to Chodzież. To był znak równości, dlatego z dumą chodzieżacy nazywali swoje miasto stolicą polskiej porcelany. Nie bez przyczyny, jak sądzę, może mało skromnie, ale myślę, że nie bez przyczyny.

Kiedy w tym podcaście Dom Wielkopolski. Porcelana z Chodzieży rozmawiamy z różnymi osobami, to zazwyczaj oni malują ten obraz fabryki pracującej, czynnej, aktywnej w Chodzieży na bardzo różne sposoby. Dla kogoś to jest alarm, dla kogoś to są panie idące z wózkami, dla kogoś innego jest to hala produkcyjna, wielkie piece itd. A dla Pana? Kiedy Pan wraca pamięcią do tamtych czasów, to jak ta fabryka się rysuje?

To przede wszystkim przedszkole, bo ja chodziłem do przedszkola, które było bardzo blisko powiązane z zakładami porcelany i porcelitu. Pierwsze moje skojarzenie to jest przedszkole i wokół koledzy i koleżanki, których rodzice w większości pracują właśnie w zakładzie nr 2. W zakładzie nr 2 pracowała też moja mama i ja tam nawet chodziłem jako przedszkolak, z tym że moja mama pracowała tam w przychodni zakładowej, bo chyba coś takiego było… Chyba to się tak nazywało. Tam było między innymi laboratorium analityczne, a ponieważ moja mama była technikiem analityki, to popołudniami, w niektóre dni tygodnia – jeśli dobrze pamiętam – byłem odbierany z przedszkola około 15.00 i potem z mamą tuptałem na drugą stronę ulicy. Mama w tym laboratorium pracowała jako technik analityki, w związku z tym zaprowadzała mnie do zakładu nr 2 na tzw. popołudniówki. Drugie skojarzenie to oczywiście wszechobecna w kredensach i w innych przeszklonych witrynkach chodzieska porcelana: u moich dziadków, u moich rodziców, u kolegów i koleżanek w domach. Porcelana to jest drugie skojarzenie. Porcelana zawsze była. Nie pamiętam czasów, kiedy porcelany nie było w tle albo kiedy Chodzież nie była w tle porcelany. W Chodzieży przecież wszyscy wiedzieli, że nasze zakłady produkują produkty, które są eksportowym szlagierem, które są sprzedawane na świecie. To jak nie być dumnym z czegoś takiego? Kiedyś… Pamiętam nawet taką historię… Telewizja Polska chyba nakręciła taki reportaż… To były koniec lat 70. a może początek 80. lat…? Telewizja Polska nakręciła reportaż o jakiejś rodzinie chodzieskiej, z której ktoś pracował w porcelanie… I właśnie z perspektywy zakładów, chodzieskich zakładów porcelany i porcelitu… A jeśli wtedy ktoś był w ogólnopolskiej telewizji, to było coś…  o internecie nikt nie słyszał w ogóle i wtedy w ogólnopolskiej telewizji pojawił się taki reportaż o jednej z chodzieskich rodzin. I to było duże wydarzenie, o którym cała Chodzież mówiła, pamiętała i wspominała. To już musiało coś znaczyć.

Ta porcelana była elementem codzienności czy traktowano ją w sposób wyjątkowy? Pan powiedział o tych kredensach, o tych nakryciach stołów… Czy były jakiś serwisy, figurki, w ogóle wyroby, które były traktowane trochę inaczej? Trochę od święta?

W moim rodzinnym domu aż takich kolekcjonerskich zapędów nie było, więc nie miałem okazji się zetknąć tak bezpośrednio, ale przypuszczam, że tak było. Ja sam, teraz dzięki materiałom, które obejrzałem, które już panie wcześniej zrobiły, poodkrywałem przeogromną liczbę fasonów. Być może jako chodzieżanin, czy jak się mówi w Chodzieży potocznie chodzieżak, nie powinienem się do tego przyznawać, ale miałem dość ogólną wiedzę… A okazało się, że nasze zakłady w Chodzieży produkowały niezliczoną liczbę przepięknych wzorów i teraz sam odkryłem przypadkowo, ale trochę inspirowany tymi materiałami, które dzięki paniom obejrzałem, że w domu moich rodziców są chyba już perełki nawet… bo to są prezenty ślubne moich rodziców, takie serwisy z lat 60., które dzisiaj są już kolekcjonerskimi modelami. Stoją u moich rodziców i jestem z tego powodu niezmiernie dumny… I przepraszam, że ja się dopiero teraz tym tak naprawdę zainteresowałem, ale… jestem pod dużym wrażeniem. Naprawdę…

Najważniejsze, że ta historia trwa… Mam wrażenie, że właśnie taki ruch z Pana strony, czyli otworzenie tego kredensu, sprawdzenie tych fasonów powoduje, że mimo nieistniejącej fabryki, opowiadamy cały czas tę historię.

Tak. My tutaj w domu wymieniliśmy parę zdań na ten temat i moje dzieci, które z Chodzieżą są też związane, choć się tam nie urodziły, też się nagle zainteresowały, że Chodzież istniała… że tyle lat… że ma taką historię… że tyle pięknej porcelany wyprodukowano… więc bardzo dziękuję, bo nawet nas to zainteresowało.

Pan ten podcast pięknie dzisiaj wieńczy piosenką…

Najpierw był rym, czyli porcelanowa bossa nova, ale ten rym powinien się zamienić w piosenkę, a piosenki nie ma bez muzyki, bez kompozycji, bez wykonawcy. Rym przyszedł do głowy. Mnie się udało ten rym jakoś tam dzięki aniołkom, które mi czasem podpowiadają różne rymy, rozwinąć, ale potem pojawiły się pytania: kto powinien skomponować i kto powinien zaśpiewać? I tu jest ciekawostka, że nagle do mnie też przyszła myśl, że jest taki artysta bardzo znany, ceniony, który ma za sobą całą legendę dokonań artystycznych swojego życia, który nazywa się pan Jerzy Filar – współtwórca, założyciel słynnej Naszej Basi Kochanej, autor licznych przebojów, choćby tej słynnej Samby sikoreczki i tej pięknej piosenki ze szlagwortem całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę. Pomyślałem sobie, że to jest artysta… i nagle przypomniało mi się, że pan Jerzy Filar jest związany z Chodzieżą. Co prawda niebezpośrednio, bo chyba nie wprost, ale bywał w Chodzieży na warsztatach i ma w Chodzieży znajomych. Potem się okazało, że nawet przyjaciół. I pomyślałem sobie, że może to jest pretekst… bo mamy tym sposobem pewne emocjonalne związki z miastem. I odważyłem się zadzwonić do pana Jurka i przedstawić mu taką propozycję, która najpierw go bardzo zaskoczyła, ale zaraz potem go bardzo ucieszyła, bo stwierdził, że z dużą przyjemnością napisze, skomponuje i nagra piosenkę o Chodzieży, o mieście, które zna, w którym bywał i w którym –  jak już wspomniałem – ma przyjaciół. I tak powstała w efekcie piosenka. Ważne, że w tych puzzlach była ta myśl, że jest pan Jerzy Filar. I pan Jerzy Filar na pewno ładnie to skomponuje, pięknie to nagra i zaśpiewa.

I ta Chodzież Was też połączyła.

Tak, połączyła nas Chodzież i pierwsze pytanie, jakie zadał mi pan Jerzy Filar było, czy fabryka jeszcze istnieje. I tu dochodzimy do sedna, bo niestety z przykrością musiałem powiedzieć, że nie istnieje. I wtedy zrobiło się żal nam obu i ten żal zamienił się w śliczną piosenkę…

(fragment piosenki Porcelanowa bossa nova)

Porcelanowa bossa nova

chowa po słowach tamten świat.

Słynną stołową, porcelanową

magię miasteczka z dawnych lat.

 

 A ta wiedza o Iwonie była dla Pana taką wiedzą oczywistą? Czy musiał Pan trochę poszukać? To znaczy, czy tworząc tekst do tej piosenki, wiedział Pan o istnieniu Iwony? Czy to było tak, że trochę Pan poszukał, przygotował się w internecie, sprawdził informacje na temat fasonów?

Iwona była taką marką, taką znaną, popularną marką, że trudno było jej nie znać. Iwona była w naszych domach w Chodzieży, naprawdę tak jak jest tam napisane w tej piosence. Żyła sobie chyba we wszystkich domach w Chodzieży. Iwona była pięknym prezentem ślubnym na przykład. Słyszałem wiele takich opowieści, że chodzieżacy, wyjeżdżając gdzieś jako goście na śluby czy na wesela, często zawozili ze sobą prezent w postaci serwisu chodzieskiego. I to najczęściej była Iwona, bo Iwona była takim sztandarowym produktem chodzieskiego zakładu. Także tę wiedzę, dość co prawda ogólną, ale miałem od maleńkości, może prawie od maleńkości… że jest Iwona, ślicznie wygląda, że ma różyczki i że pije się kawę z filiżanek Iwony. Nie mogłem nie wiedzieć, bo w końcu trochę osób z mojej rodziny też pracowało w chodzieskich zakładach. Moja babcia w młodości pracowała w porcelanie, moja ciocia, mój wujek przepracował całe swoje zawodowe życie w zakładach porcelany i porcelitu. Moja babcia malowała, dekorowała ręcznie. Moja babcia i moje ciocie się między innymi tym zajmowały, ale to były jeszcze czasy przedwojennej porcelany: lata 30., lata 20. To jeszcze była fabryka pana Mańczaka chyba. To była taka bardzo artystyczna praca.

A ma Pan coś po babci?

Niestety nie uchowało się nic, przynajmniej ja nic nie wiem, żeby się coś uchowało, o czym babcia kiedyś mogłaby powiedzieć, że to zrobiła. Po drodze była wojna i być może to spowodowało… potem była ta siermiężna rzeczywistość, w której się w ogóle nie myślało o tym, o czym my dzisiaj rozmawiamy: zbierać, kolekcjonować, zachować… Ludzie mieli wtedy inne problemy: jak w ogóle przeżyć, zarobić i takie rzeczy… A teraz, kiedy zamknięto zakład, nagle moje dzieci zaczynają sobie uświadamiać… To może to kupmy? Bo coś tam na Allegro wypatrzyliśmy… Kiedyś były dwa, trzy sklepy firmowe w Chodzieży, można było pójść i kupić. Teraz to już jest nie do zdobycia, już jakby tego powoli nie ma, więc było inne patrzenie… A i tu ciekawostka… Moja żona jest wnuczką byłego dyrektora chodzieskich zakładów porcelany i porcelitu, bo dziadek mojej żony, pan Stefan Konopiński, przez wiele lat na przełomie 60. i 70. lat był dyrektorem chodzieskich zakładów porcelany. Także ja pewną, ogólną wiedzę miałem, bo nie mogłem nie mieć po prostu.

Trudno o lepszy powód emocjonalny do napisania takiej piosenki.

Bodźców było kilka i cieszę się, że te bodźce zamieniły się w całkiem nie najgorszą piosenkę i że tak zacny artysta, jak Jerzy Filar, dał się namówić, żeby ją skomponować i ją nagrać i że ona w związku z tym sobie istnieje, żyje i jeszcze została zauważona. Radość wielka.

(fragment piosenki Porcelanowa bossa nova)

W moim miasteczku smak herbaciany

piło się kiedyś z filiżanki.

A letnią porą na fortepianach

spały jazzowe kołysanki.

Drugie skojarzenie, jakie z kolei rodzi się w Polsce, kiedy się wymienia nazwę Chodzież, zwłaszcza wśród ludzi z tzw. show biznesu, a już szczególnie wśród muzyków, to są warsztaty jazzowe… To wielokrotnie miałem przyjemność…

Które się świetnie nazywają… Cho-jazz…

Tak, bardzo ładnie ktoś to wymyślił jakiś czas temu, bo od początku chyba tej nazwy nie było. Przepięknie wymyślone. I to jest drugie skojarzenie, które się rodzi wśród muzyków, artystów, z którym udawało mi się spotkać na szlaku showbiznesowego działania. Naprawdę zacni artyści bywali w Chodzieży na warsztatach, więc to jest drugie – po porcelanie – ogólnopolskie skojarzenie.

Czy przypomina się Panu jakaś opowieść wujka lub cioci? Czy był Pan może w zakładzie, w fabryce, w środku?

Jako dziecko oczywiście byłem na jakiejś tzw. wycieczce szkolnej. W związku z tym miałem okazję widzieć z bliska tę pracę. To było wtedy zainteresowanie takiego ucznia, który się cieszy, że nie ma matematyki… To na tym poziomie było zainteresowanie: nie ma matmy, bo idziemy na wycieczkę. To było fajne, byłem oczywiście w środku i troszkę widziałem. Niewiele już z tego pamiętam, natomiast moje skojarzenia, może mało anegdotyczne, są takie, że zawsze gdziekolwiek się rozmawiało o chodzieskiej porcelanie, to było w tle, że jest to produkt trudno dostępny… nawet w Chodzieży, jak się okazywało. Ten produkt był trudno dostępny, jakkolwiek chodzieżacy zawsze do niego dostęp mieli. O tym świadczy najlepiej fakt, że wszędzie wokół była ta porcelana, ale zawsze się też słyszało, że to jest produkt trudno dostępny, że trudno to kupić. Chodzież bywała też pewnie niejednokrotnie, i tego może nie wypada mówić, łapówką. Po prostu chodzieska porcelana bywała niejednokrotnie łapówką, która ułatwiała załatwianie wielu rzeczy. W szczegóły nie wchodźmy.

A jakie dominują w Panu emocje, kiedy Pan myśli o tym, że tej fabryki już nie ma?

Smutek i żal, bo po pierwsze… dlaczego nie ma? Wielka szkoda, że nie ma, bo chodzieżacy bardzo się zżyli ze swoją fabryką i bardzo tej fabryki potrzebowali. Ta fabryka była płucami, wątrobą, żołądkiem, wszystkim tego miasta chyba… Przecież i przedszkola, i kryta pływalnia, i amfiteatr, i wiele rzeczy powstało dzięki chodzieskim zakładom porcelany. A żal również dlatego, że porcelana sama w sobie, a już ta produkowana w Chodzieży szczególnie, to jest coś, czego nam dzisiaj bardzo brakuje. Porcelana w swojej strukturze to jest delikatność. Porcelana chodzieska z tych swoich przecudnych fasonach, które zupełnie niedawno odkrywałem w tak szerokiej gamie, to jest też jakaś finezja, jakaś fantazja, jakiś pomysł artystyczny. A do tego jeszcze te subtelne dekoracje. Tak naprawdę w porcelanie jest wszystko to, czego współczesnemu światu dzisiaj brakuje w życiu i w sztuce: delikatności, finezji, fantazji i subtelności. Z tego powodu porcelany naprawdę szkoda, bo zamieniamy to na szkło, na plastik, na jednorazowość, a porcelana miała piękny wygląd, zazwyczaj miała delikatność, bo trzeba było się z nią ostrożnie obchodzić i jeszcze była ładnie udekorowana, czyli ktoś tam subtelnie pomyślał, co tutaj dołożyć, żeby upiększyć… To z tego powodu choćby żal tych pięknych garniturów porcelanowych produkowanych w Chodzieży.

A co my powinniśmy zrobić, żeby tworzyć tę legendę, kontynuować tę opowieść? Teraz rozmawiamy, Pan napisał piosenkę. Myślę, że to są takie spore kamyczki w tym ogródku… które popychają tę historię do przodu? Natomiast co jeszcze można zrobić, żeby to nie zostało skasowane właśnie przez ten pośpiech, przez brak czasu? Co można zrobić jeszcze, aby ten mit tworzyć dalej?

Chyba przede wszystkim pamiętać, a potem tą pamięcią się dzielić z tymi, co obok i z tymi, co po nas, bo to tylko może uratować historię porcelany i takich zakładów jak chodzieskie zakłady porcelany i porcelitu. Może to sprawi, że w którymś momencie nastąpi fala powrotna, bo tak często bywa… i w modzie bywa tak często, i w różnych trendach artystycznych bywa, że nagle coś wraca… Oby wróciła moda na porcelanę i oby ta moda stała się powszechna. Żeby tak się stało, to przede wszystkim trzeba najpierw pamiętać, a potem tę pamięć przekazywać, a potem jeszcze pokazywać tę porcelanę, możliwie najczęściej, w możliwie najsympatyczniejszych okolicznościach. Uświadamiać, że to można znaleźć i kolekcjonować, i zbierać, i używać. Bo to w końcu przedmiot codziennego użytku.

Nie bójmy się porcelany.

Nie bójmy się porcelany. O, to ładne.

(fragment piosenki Porcelanowa bossa nova)

Porcelanowa bossa nova

chowa po słowach tamten świat.

Słynna stołowa, porcelanowa

Nie całkiem nowa bossa nova.

 

Bardzo chciałam Panu podziękować za ten ostatni odcinek… za tworzenie tego ostatniego odcinka podcastu Dom Wielkopolski. Porcelana z Chodzieży.

Bardzo żałuję, że to ostatni odcinek i bardzo się cieszę, że panie zechciały skupić swoją uwagę i poświęcić swój czas chodzieskiej porcelanie. Przecudne działanie i chylę czoła w imieniu wszystkich, którzy mieli przyjemność wypowiadać się oraz przed tymi, którzy – mam nadzieję – z dużą przyjemnością mogli tego też troszkę obejrzeć, a w większości posłuchać. Mam nadzieję, że póki będzie istniała wirtualna rzeczywistość, to zostanie… że będzie można do tego wracać, a daj Boże, przyniesie to jakieś sympatyczne, miłe i porcelanowe owoce. To będzie w ogóle fantastyczne i bardzo przepraszam, że to ostatni odcinek. Ja naprawdę nie chciałem.

A ja dziękuję za tę bossa novową kropeczkę.

Dziękuję bardzo.

PORCELANOWA BOSSA NOVA. Piosenki w tonacji poznańskiej

śpiew: Jerzy Filar muzyka: Jerzy Filar słowa: Rafał Piechota

link: https://www.youtube.com/watch?v=H7w7-BVq764

 

Organizator: Pracownia VZORY/ Stowarzyszenie MiastoHolizm
Realizacja video i audio: Czarna Mewa Studio
Oprawa graficzna: Ewa Kaziszko Motif Studio
Produkcja i koordynacja: Monika Petryczko
Redakcja tekstów: Aleksandra Ratajewska

*Projekt jest współfinansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego